Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szwajcaria od A do Z. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szwajcaria od A do Z. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 lipca 2015

Nocnik Szwajcarii* Le pot de chambre de la Suisse

     Tak nazywają Lucernę i region Jeziora Czterech Kantonów Szwajcarzy francuskojęzyczni. Bo tam ciągle pada i zawsze jest mokro. Mieszkańcy regionu ripostują: „Przecież to z zazdrości!”
Jezioro Czterech Kantonów. W stronę Rutli.
Lac de Quatre Cantons. En direction de Grütli. Fot. E.Z.
     Trudno jest dziś wychwycić czy chodzi o zazdrość z powodu zapierających dech w piersiach krajobrazów czy może o historyczną przeszłość regionu: tutaj właśnie znajduje się łąka Rütli, gdzie w 1291r. złożona została przysięga przez przedstawicieli Uri, Schwyz, Unterwalden, która zainicjowała powstanie Szwajcarii. Miejsce to od ponad 150 lat pełni rolę sanktuarium narodowego.
     Ponadto tutaj również rozegrały się wydarzenia z legendarnym szwajcarskim bohaterem Wilhelmem Tell'em w roli głównej. Sławne szczyty jak Rigi Kulm, Pilatus, Titlis, Stanserhorn opowiedzą niejedną legendę. Dużo tego jak na jeden region! A jeszcze na dodatek w tym roku przypada dwusetna rocznica zapoczątkowania turystycznych usług w regionie Jeziora Czterech Kantonów, bowiem najbardziej znane hotele Seehotel Goldener Adler w Küssnacht i Rigi Kulm powstały dokładnie 200 lat temu. Z okazji jubileuszu przygotowano wiele atrakcji - podobno do najbardziej ciekawych należy ogromny Nenufar (Seerose), szeroki na 48 m. i wysoki na 16 m. i może pomieścić 700 osób. Konstrukcja płynie po jeziorze od miasta do miasta, stancjonując przez kilka dni w danym porcie oferuje atrakcje dla smakoszy i wydarzenia kulturalne: przedstawienia i koncerty.  Obecnie do rejsu po Jeziorze Czterech Kantonów mamy do dyspozycji 20 statków w tym 5 parowych.
     Kolejnym nocnikiem Szwajcarii, tym razem francuskojęzycznej, jest miejscowość Moudon (VD), nazywana tak przez resztę mieszkańców kantonu Vaud. Ale to już zupełnie inna historia.

***

     C'est comme ça que les Suisses francophones appellent Lucerne et la région du Lac des Quatre-Cantons. Parce qu'il pleut tout le temps là-bas ! Les habitants de la région rétorquent: „Mais qu'est-ce qu'ils sont jaloux!”. 
Statek parowy "Galia".
Un bateau à vapeur "Galia". Fot. E.Z.
     Il est difficile de comprendre si les causes de cette „jalousie” sont les paysages à couper le souffle
dans la région du Lac des Quatre-Cantons ou peut-être son passé historique riche en événements très importants: on y trouve la prairie du Grütli où, en 1291, a eu lieu le serment des représentants d'Uri, de Schwyz, et d’Unterwald, qui a initié la base historique du pays. Cet endroit sert de sanctuaire national depuis plus de 150 ans.
     En outre, c’est également dans cette région que se sont déroulés les événements liés au héros suisse Guillaume Tell. Les sommets célèbres que sont le Rigi Kulm, le Pilatus, le Titlis et le Stanserhorn nous permettent de raconter de nombreuses légendes. Et tout cela toujours pour le même endroit! De plus, cette année marque les 200 ans du tourisme dans la région, le fameux hôtel Seehotel Goldener Adler à Küssnacht et l'auberge au sommet du Rigi Kulm ayant été construits il y a exactement 200 ans. A l'occasion de ce jubilé, de nombreuses attractionssont organisées, dont la plus intéressante est certainement le Nénuphar (Seerose) - une plateforme flottante sur le Lac des Quatre-Cantons (large de 48 mètres, haute de 16 mètre et pouvant accueillir jusqu’à 700 personnes). Le Nénuphar propose différentes restaurations et manifestations culturelles comme des spectacles et des concerts.
     Un autre pot de chambre désigné de la Suisse, cette fois en Romandie, est la ville de Moudon (VD). Mais c'est une autre histoire !
Treib-Seelisberg Bahn. Fot. E.Z.
Jezioro Czterech Kantonów.
Lac de Quatre-Cantons. Fot. E.Z.
Fot. E.Z.
Tutaj złożono przysięgę w 1291r. Trzy sosny symbolizują zaprzysiężonych.
Ici a eu lieu le serment en 1291. Les trois sapins évoquent les assermentés.
Fot. E.Z.
Odwiedź okolicę Jeziora Czterech Kantonów* Visite la région du Lac de Quatre-Cantons:
www.luzern.com
www.lakelucerne.ch
Seerose/ Le Nénuphar

Dowiedz się więcej o Szwajcarii* Plus pour connaître la Suisse :
polneuchatel.blogspot.ch/2015/02/150-lat-turystyki-zimowej-w-szwajcarii
polneuchatel.blogspot.ch/2015/02/alggi-alp
polneuchatel.blogspot.ch/2015/01/eiger-monch-jungfrau

czwartek, 30 kwietnia 2015

Enoturystyka w Szwajcarii* Œnotourisme en Suisse

     To nic innego jak turystyka enologiczna (od greckiego słowa: οἶνος - wino) czyli winiarska. Turyści zdwiedzają regiony danego kraju słynące lub związane z uprawą winorośli oraz uczestniczą w imprezach czy festynach z winem. 
Fot. www.offeneweinkeller.ch
     Enoturysta ma okazję poszerzyć swoją wiedzę na temat wina, zwiedzić piwnice oraz winnice, a przede wszystkim degustować do woli wina. Rozrywka zarówno dla profesjonalistów i koneserów jak i zwykłych smakoszy. Tego typu turystyka jest bardzo popularna w Szwajcarii: wielu właścicieli oferuje świetnie opracowany program na co najmniej kilka dni: degustacje i wypoczynek połączone z noclegiem w winnicy lub w okolicznym hotelu. Ponadto w kraju niemal przez cały rok odbywają się imprezy i degustacje związane z tym trunkiem. Szwajcarskie wina prezentowaliśmy już dokładnie rok temu z okazji tzw. „otwartych piwnic”. Wzmiankowany post nie traci na aktualności, wystarczy tylko odświeżyć kalendarium!
     Już jutro w ramach „otwartych piwnic” można wybrać się na degustację win w niemieckojęzycznych kantonach: info oraz spis piwnic: www.offeneweinkeller.ch. Część gospodarzy zaprasza również w sobotę 2 maja, a nieliczni także w niedzielę.
     W kantonie Neuchâtel możliwość zwiedzania piwnic przypada 1 (od godz. 17.00) i 2 maja (od godz. 10.00). Spis „otwartych piwnic” oraz godziny odjazdu busa spod dworca kolejowego w kantonie do wglądu w dokumencie pdf tutaj: www.ovpt.ch.
     Podobnie nad Jeziorem Biel/Bienne (BE): 1 i 2 maja: www.bielerseewein.ch
Kanton Valais zaprasza: 14, 15 i 16 maja: www.lesvinsduvalais.c
W kantonie Vaud otwarte piwnice odbywają się 23 i 24 maja: vins-vaudois.com, niektóre piwnice organizują wcześniej: www.ovv.ch
Region Vully, jezioro Morat (FR) 22-24 maja: www.levully.ch
W Genewie - 30 maja: www.geneveterroir.ch
W części włoskiej Szwajcarii (TI) wydarzenie trwa 30 i 31 maja: www.ticinowine.ch
     Wstęp na degustację w ramach otwartych piwnic jest wolny, oprócz kantonu Vaud - należy wykupić tzw. Passeport Caves Ouvertes w cenie 15CHF z kieliszkiem do degustacji. W niektórych piwnicach właściciele serwują regionalne przekąski lub potrawy lub zapewniają dodatkowe rozrywki zapraszając muzyków z okolicy. Gości do piwnic dowożą bezpłatne busy (przeważnie odjeżdżają z okolic dworca kolejowego). Miłej degustacji!
***
     L'œnotourisme est simplement le tourisme œnologique (du mot grec: οἶνος - vin), consacré au vin. L'œnotouriste visite les caves et les vignobles, déguste et élargi ses connaissances sur le vin. Cette activité s'adresse aux professionnels et aux connaisseurs, mais également aux simples consommateurs. 
     Ce type de tourisme est très populaire en Suisse: de nombreux vignerons proposent des dégustations, excursions et tout un programme pendant quelques jours pour profiter et se détendre. En plus, le pays propose presque toute l'année des événements ainsi que des dégustations liés au vin.
      Il y a une annés, nous vous avons présenté des vins suisses à l'occasion des "Caves ouvertes". Suivez donc les liens et bonne(s) dégustation(s)!
Encavage de Trois-Rods, Boudry (NE)

sobota, 11 kwietnia 2015

Valais? Valais!

     „No do cholery, Nicole, rozejrzyj się dookoła: Valais to jest przyroda, wielka przestrzeń, proste sprawy, a nie kraina homoseksualistów!!! Widzisz te zasrane papierzyska??? To po to, żeby dzieciakowi zapewnić przyszłość a nie finasować Paradę Równości!!!” wykrzyczał poirytowany Raymond, jeden z głównych bohaterów szwajcarskiego serialu p.t.: „Station Horizon”, którego akcja rozgrywa się w Valais (VS).
Fot. www.rts.ch/fiction/2015/station-horizon/
     Kanton Valais (Wallis) to trzeci pod względem wielkości region Szwajcarii. Stolica Sion, czternaście gmin, dwa urzędowe języki - francuski i niemiecki, przewaga katolików, ponad 330 tys. mieszkańców. Kojarzy się z turystycznymi miejscowościami jak Zermatt czy Verbier i malowniczymi krajobrazami Rodanu wijącego się u podnóża Alp. Valais to również soczyste morele, wspaniałe wina (ach „Petite Arvine”), kilka fabryk, zorganizowane walki krów, których pokazy przyciągają nie tylko okoliczną ludność.
     Od kilku tygodni RTS (Szwajcarskie Radio i Telewizja) emituje w sobotnie wieczory serial „Station Horizon” umiejscowiony we współczesnym Valais, w małej miejscowości, na tyle dużej, że akurat posiada swój kościół, stację benzynową - tytułową „Station Horizon”, własny pub i lokalne radio.
     Jeśli jednak z niecierpliwością szukamy w nim odpowiedzi na pytanie „co to jest Valais?” - serial jednoznacznie jej nie udzieli ani nawet nie da się zaszufladkować. Nie było to również zamysłem realizatorów (Romain Graf i Pierre-Adrian Irlé) - stworzenie nadętego cyklu mocno podkreślającego regionalizm. Światło pada na ludzkie charaktery. A czy szwajcarskie? To już pozostaje subiektywnej ocenie widza. Z drugiej strony serial z całą pewnością potrafi przenieść w świat typowy dla tego kantonu z jego stereotypami, swojskimi klimatami i porusza przy tym bardzo wiele wątków, które sprytnie ze sobą się przeplatają: zdrada, przyjaźń wystawiona na próbę, zwolnienie warunkowe, seks, lojalność, intrygi, rasizm, homoseksualizm, prostytutki z zagranicy. Serial potrafi przykuć przed ekranem i nie bez powodu cieszy się ogromnym powodzeniem w części francuskiej Szwajcarii. Podjęte przez reżyserów tematy nasuwają refleksję - przecież to mogłoby się wydarzyć też w Polsce gdzieś na Pomorzu lub pod Suchą Beskidzką, prawie jak w serialu „Ranczo”.
     W „Station Horizon” zadbano o dowcipne dialogi, całości dopełnia westernowy klimat i odpowiednio dobrana do tego muzyka. W mediach zresztą nazwany „western raclette” ze względu na połączenie gatunku filmowego o Dzikim Zachodzie z typowo szwajcarskimi wątkami. To udane przedsięwzięcie, nie pozostaje nic innego jak czekać na drugi sezon. Dziś wieczorem ukaże się w RTS1 ostatni odcinek serialu; możliwość obejrzenia od początku: www.rts.ch/fiction/2015/station-horizon

     ***
     « Merde, Nicole, regarde autour de nous: le Valais c'est la nature, le grand air, les choses simples, pas un pays d'homosexuels!!! Tu vois toutes ces saloperie de paperasses, c'est pour lui assurer un avenir à ce gamin, pas pour financer la Gay Pride!!! » s'est irrité Raymond, un de personnages principaux de «Station Horizon» - la série suisse qui se déroule en Valais (VS).
     Le Canton du Valais (Wallis) est le troisième plus grand de Suisse. Sa capitale est Sion, il compte quatorze municipalités et possède deux langues officielles - français et allemand. La plupart des 300'000 habitants sont catholiques. Le Valais est connu par exemple pour ses stations comme Zermatt ou Verbier, ses jolis paysages, sa Plaine du Rhône qui passe aux pieds des Alpes. Mais c'est aussi des abricots juteux, de bon vin (oh, la «Petite Arvine»), quelques, usines, les combats de reines (vaches) qui attirent un nombreux public.
Fot.: www.rts.ch/fiction/2015/station-horizon/
     Depuis quelques semaines, le samedi soir, la RTS diffuse la série «Station Horizon». L'action se passe dans un petit village valaisan avec son église, sa station d'essence, son pub et sa radio locale. Inutile d'y chercher une réponse à la question «C'est quoi, le Valais?»: la série n'y répond clairement pas et reste même inclassable. De toute façon, la création d'une fiction présentant le Valais n'était pas l'intention des réalisateurs Romain Graf et Pierre-Adrian Irlé. Des personnages typiquement suisses? Cela reste à découvrir. Et pourtant, «Station Horizon» transporte le spectateur dans un monde mêlant clichés valaisans et américains et touche en même temps des sujets familiers, simples: la trahison, l'amitié, la liberté conditionnelle, le sexe, les espoirs déçus, la loyauté, les coups-bas, le racisme, l'homosexualité, la prostitution, etc.
     La série a cloué les téléspectateurs devant leur petit écran et sa popularité est bien méritée. Les phrases déjà cultes, les thèmes intemporels qui pourraient aussi être d'actualité en Pologne, quelque part en Poméranie ou vers Sucha Beskidzka, presque comme la série polonaise «Ranczo». Le tout complété par des images rappelant les westerns, avec une musique adaptée. Les médias suisses appellent cette série «Western Raclette». Très bon projet!
     Ce soir c'est le dernier épisode de la première saison. Il est possible de visionner l'intégralité des épisodes depuis le début: www.rts.ch/fiction/2015/station-horizon

wtorek, 17 marca 2015

Szwajcarscy emigranci - cz. I* Les immigrés suisses - p. I

     Lucerne, Engelberg, Berne … można jeszcze tak wymieniać z tysiąc razy. Brzmią swojsko, ale nie znajdują się w Szwajcarii ani nawet w Europie. Tylko w Ameryce Północnej – są to miasta, wsie, ulice i inne miejsca założone przez Szwajcarów, którzy ponad 200 lat temu wyemigrowali do Stanów. Obecnie znajduje się tam ok. 5 tysięcy nazw, które brzmią tak samo jak te w Szwajcarii. 
New Glarus
Fot. 20min.ch
     Faktem jest, że Szwajcarzy przesiedlali się od dawien dawna, a przed XIX stuleciem głównie z powodów religijnych lub zaciągali się do wojska jako najemni żołnierze (służba w obcych armiach – poza gwardią w Watykanie – została zakazana w Szwajcarii dopiero przez konstytucję w 1848r.) Lata XIX wieku przyniosły w Szwajcarii biedę i głód, które stały się głównym motywem helweckiego exodusu. Warunki ekonomiczne w kraju były tak ciężkie, że wyjazd za granicę za chlebem dla wielu był jedynym i ostatecznym wyjściem.
     Sprawa wyglądała o tyle prościej, że gminy wspomagały finansowo te osoby, które zdecydowały się opuścić kraj w poszukiwaniu lepszego życia za oceanem. Kwota wręczana emigrantowi wynosiła 400.-CHF lub była równa 6-miesięcznej wypłacie przeciętnego robotnika. Każdy wysiedleniec musiał najpierw jednak podpisać deklarację, że nigdy nie wróci do Europy. W przeciwnym razie był zobowiązany zwrócić państwu kwotę z odsetkami: 4% za każdy rok, liczone od dnia wyjazdu. 
New Glarus Yodel Club, 1928, Wisconsin
Fot.: bad-postcards.tumblr.com/image/861579259
     Szwajcarzy najczęściej decydowali się szukać szczęścia w obu Amerykach i w Australii. Statystyki informują, że w 1880 r. kraj opuściło ponad 80 tysięcy Szwajcarów. Organizacją takiego wyjazdu zajmowały się wówczas biura podróży w Bazylei czy Bernie: podróż statkiem w trzeciej klasie z wybrzeży Normandii do kosztowała od 80 do 100.-CHF, wyżywienie na statku ok. 40.-CHF dziennie, transport ze Szwajcarii do Normandii ok. 60.-CHF, podróż trwała od 7 do 20 dni. Biorąc pod uwagę wszystkie wydatki, sytuacja wielu szwajcarskich emigrantów na obcej ziemi nie była łatwa – nie znali języka, często bez fachu i bez możliwości powrotu do kraju, a jeśli nawet – to raczej nikt tutaj na nich nie czekał. Tak przynajmniej było w pierwszych falach emigracji do Stanów; w drugiej połowie XIX wieku było już o wiele prościej. W założonym przez Amerykanów centrum przyjęć przybyszów z Europy, zwanym Ellis Island (dziś znajduje się tam muzeum), na obywateli szwajcarskich czekali przedstawiciele służący niezbędną pomocą.
Fot. brewpublic.com
     Dla większości jednak wizja ziemi obiecanej za oceanem, otrzymywanej za darmo, była jedyną, ale silną motywacją do przetrwania. Najwcześniej założonym przez Szwajcarów miastem na amerykańskich terenach najprawdopodobniej jest Vevay (1802 rok) w Ohio – osiedlili się tam emigranci z Vevey z myślą założenia winnic. Klimat i ziemia doskonale sprzyjały uprawie winorośli i tak oto Jean-Jacques Dufour z Vevey przetarł szlaki winiarskiego przemysłu w USA, a jego wino było podawane do obiadu prezydenta Thomasa Jeffersona. Na piamiątkę miasto corocznie obchodzi święto wina. 
     W 1845 roku przybyło do Kentucky 190 osób z kantonu Glarus, osiedlili się i założyli miasto New Glarus. Malowniczy, górzysty teren, który wybrali, nosi po dziś dzień nazwę małej Szwajcarii „Petite Suisse”. Dumne ze swojego dziedzictwa miasto pozostało wierne szwajcarskim tradycjom: ciągle można zjeść tam fondue albo rösti i wypić regionalne piwo. Każdego roku New Glarus także organizuje festiwale foklorystyczne jak Heidi Festival czy Wilhelm Tell Festiwal.
     Najwięcej Szwajcarów osiadło na zachodnich terenach USA, jak w Ohio, Wisconsin, Kentucky. Podobno wielu z tamtejszej fali emigracyjnej zostało Mormonami, ale to już inna historia.
    ***
     Lucerne, Engelberg, Berne... Nous pouvons encore compter mille fois. Les noms semblent familiers, mais ils ne sont pas en Suisse ni même en Europe, mais en Amérique du Nord où on peut trouver des villes, des villages, des rues fondés par des Suisses immigrés il y a plus de 200 ans. Actuellement il existe environ 5000 noms qui ont une consonance suisse. Voici un petit article sur les immigrés suisses à travers le monde - part 1. 
The Muensterberg Plaza and Clock Tower,
Berne, Indiana
Fot. facebook.com
     Les Suisses quittaient souvent leur pays, déjà avant le XIXème siècle, principalement pour des raisons religieuses ou comme mercenaires dans les armées étrangères. Mais c’est dans les années 1800 que le besoin d'immigrer à l'étranger par des raison purement économiques est apparu en Suisse. La faim et la pauvreté étaient si fortes que partir vivre à l'étranger était pour beaucoup la seule et dernière chance. La situation était si critique que les communes aidaient financièrement ceux qui décidaient de quitter le pays. 
     Les Suisses ont cherché une meilleure vie principalement dans les Amériques et en Australie. Une des premières villes fondées aux USA par les immigréssuisses de Vevey fut Vevay, en 1802, dans l'Ohio. Le nom de Jean-Jacques Dufour de Vevey y est connu, lui qui y a planté des vignes comme chez lui à Vevey,ce qui a entrainé les débuts de la culture du vin aux États-Unis. Son vin a même été servi au président Thomas Jefferson. Plus tard, 190 personnes du canton de Glaris se sont installées dans le Kentucky en y fondant la ville New Glarus. La région s’appelle aujourd'hui "Petite Suisse". Fière de son patrimoine, la ville est restée fidèle à la tradition suisse: elle brasse sa propre bière, on peut y manger la fondue ou des röstis. Chaque année, New Glarus organise également des festivals de folklore comme le Festival de Heidi, le Guillaume Tell Festival. La plupart des Suisses sont installés dans les régions de l'ouest des États-Unis, comme l'Ohio, le Wisconsin et le Kentucky. Apparemment, quelques-uns figuraient parmi les premiers Mormons, mais ceci est une autre histoire.



Fot. www.srf.ch
Fot. www.srf.ch

poniedziałek, 23 lutego 2015

150 lat turystyki zimowej w Szwajcarii* 150 ans de tourisme hivernal en Suisse

     Uroczystości zaczęły się już pod koniec ubiegłego roku. Ale mnóstwo wydarzeń związanych z jubileuszem jeszcze potrwa przynajmniej do 1 marca. Wprawdzie w innych regionach kraju (jak np. w kantonie Neuchâtel) nie odczuwa się aż tak atmosfery związanej z obchodami rocznicy, jak np.: w Gryzonii albo na lotnisku w Zurychu. Od dawna jednak wiadomo, że słynne St. Moritz jest kolebką turystyki szwajcarskiej.
Fot. www.kulm.com
     Miasto wie jak zadbać o swoich turystów: oferuje 350 km. doskonałych tras narciarskich, 57 wyciągów, najdłuższą, bo 10 km. trasę saneczkową, lodowiska, dla amatorów nocnej jazdy oświetlone trasy, luksusowe hotele, wody termalne... długo by jeszcze wymieniać!
     Ale wtedy, ponad 150 lat temu, w górskim miasteczku pod wezwaniem św. Maurycego nikt nie myślał, że turystyka może okazać się dobrą inwestycją. Tak bardzo. że rozsławi miasto, region i kraj odwiedzane w tym celu przez sławy z całego świata. No może poza Szwajcarem Johannes'em Badrutt'em, wówczas właścicielem małego hotelu, albo raczej skromnej pensji w St. Moritz. Dzisiaj trudno dojść, ile w tym było przypadku, ile chłodnej kalkulacji, a może najzwyczajniej - intuicji szwajcarskiego hotelarza.
     Czasy, w których dorastał, były ciężkie dla Szwajcarii, zwłaszcza w regionie Gryzonii i wielu jego rodaków wyjechało z kraju za chlebem. Szwajcaria ze względu na klimat była tylko celem dla gruźlików i chorych na przeróżne dolegliwości dróg oddechowych. Za sprawą Thomasa Cook'a popularność zaczęły zdobywać wśród Anglików wycieczki latem nad jeziora i w regiony alpejskie.
Johannes Badrutt
Fot. www.engadin.stmoritz.ch
Z tego też powodu czterech Anglików przybyło do St. Moritz. Zachwyceni krajobrazem Engadyny, w dniu wyjazdu w rozmowie z Badrutt'em wyrazili swój żal za uroczym i pełnym słońca miejscem oraz za mijającym latem. Być może gdyby Johannes zaczął ich prosić lub namawiać na przyjazd w zimie, nigdy by się nie doczekał gości. Dlatego zaproponował im zakład: jeśli wrócą w grudniu, ale miejsce im się nie spodoba, to zwróci im koszty podróży z Londynu i z powrotem. Jedyne co im obiecał, to możliwość opalania się w środku zimy na tarasie w pełnym słońcu tu, na ponad 1850 m.n.p.m. Wystarczyło. Przyjechali na Boże Narodzenie – a wyjechali jakoś po Wielkanocy. Nie tylko im się spodobały zimowe pejzaże od wschodu do zachodu słońca, ale co ważniejsze – odkryli wspaniałe warunki do uprawiania sportów. Potem wszystko potoczyło się jak lawina na korzyść regionu: powstała pierwsza szkoła narciarska, zorganizowano pierwsze zawody, założono pierwsze centrum informacji turystycznej, pierwsze mistrzostwa, a później nawet zimowe igrzyska olimpijskie.
     St. Moritz zawdzięcza Badrutt'owi nie tylko słynne hotele, ale również wprowadzenie na szwajcarski grunt sportów jak curling, golf czy tenis. Doprowadzając elektryczność do swojego hotelu Kulm, przyczynił się do zainstalowania pierwszych w całej Szwajcarii elektrycznych żarówek a także linii telefonicznej w Gryzonii.
     W tamte czasy przeniosą nas regionalne muzea: The St. Moritz Design Gallery, które codziennie zaprasza na wystawę plakatów z tamtych lat (wstęp wolny), albo Muzeum Alpejskie w Pontresinie.
Z okazji rocznicy zorganizowano dla turystów festiwale, konkursy oraz wystawy: www.stmoritz.ch nie tylko w kantonie Gryzonii, ale również w innych ośrodkach, jak np.: w Adelboden.
***
     Les célébrations ont déjà commencé l'année passée. Beaucoup d’événements sont encore liés à cette anniversaire et auront lieu au moins jusqu'au 1er mars. Même si dans d’autres régions du pays (par exemple à Neuchâtel) l'ambiance festive n'est pas remarquable comme dans les Grisons, ou à l'aéroport de Zürich – depuis longtemps Saint-Maurice est connu partout comme le berceau du tourisme suisse. 
     Aujourd'hui, la ville sait comment prendre soin de ses touristes et offre 350 km d'excellentes pistes de ski, 57 remontées mécaniques, des patinoires et plein d'autres attractions accessibles jour et nuit. Mais il y a plus de 150 ans, dans la ville de montagne de Saint-Maurice, personne ne pensait que le tourisme pouvait être un investissement bon et durable pouvant rendre la ville, la région et le pays si célébrés dans le monde entier et attirer la Jet-Set du monde entier. Derrière cette histoire se cache un pari entre Johannes Badrutt, le propriétaire d'un petit hôtel à Saint-Maurice et quatre voyageurs anglais. Il a parié avec eux que même en hiver ils pourraient profiter du soleil au terrasse à l'hauteur de 1850 m. Sinon il leur a promis de rembourses des frais du voyage aller-retour de Londres.
     Saint-Maurice doit à Badrutt non seulement ses hôtels et le début du tourisme d'hiver en Suisse, mais aussi des sports comme le curling, le golf et le tennis. Il a aussi contribué à la première installation en Suisse des ampoules électriques à l'hôtel Kulm et d'une ligne téléphonique dans les Grisons.
     À l'occasion de cet anniversaire, des festivals, des concours et différentes expositions sont organisés pour les touristes, tout comme un voyage dans le temps: www.engadin.stmoritz.chwww.pontresina.ch. Pas seulement dans le canton des Grisons, mais aussi ailleurs, par. ex.: www.adelboden.ch

piątek, 6 lutego 2015

Älggi-Alp

     Czyli geograficzny środek Szwajcarii. Znajduje się na terenie gminy Sachseln (kanton Obwald), a został wyznaczony specjalnie z okazji 150 rocznicy Federalnego Urzędu Topograficznego (www.swisstopo.admin.ch). 
Älggi-Alp
Fot.www.sachseln.ch
     Älggi-Alp to malownicza łąka z ułożonym z kamieni konturem Szwajcarii, położona na 1650 m.n.p.m - na tyle wysoko, żeby zachwycić przepiękną panoramą o każdej porze roku. De facto, najbardziej dokładny środek środka tkwi tuż zaraz na szczycie pobliskiej skały, ale jest dostępny tylko dla kozic i innej górskiej fauny. Topografowie ponad 25 lat temu wiedząc, że wiadomość o znalezieniu środka zostanie wykorzystana przez agencje turystyczne, to żeby zapobiec ewentualnym wypadkom rozentuzjazmowanych podróżników - przesunęli miejsce o 500 m na południe od skały. Niemniej miejsce jest tak precyzyjne, że gdybyśmy wycięli z tektury mapę Szwajcarii dokładnie wzdłuż wyznaczonych granic i umieścili ten kontur na czubku igły, to właśnie w tym punkcie utrzymuje on równowagę. Oczywiście w 1988 r. topografom do wyznaczenia środka posłużyły bardziej nowoczesne metody, zwłaszcza że granice państwa już wtedy były zdigitalizowane. 
     Älggi-Alp to nie tylko sielska łąka otoczona skałami z wodospadami. Tutaj również znajduje się kamień, na którym umieszcza się imię Szwajcara roku po zdobyciu nagrody Swiss Award. Przyznawana co roku tym Szwajcarom, którzy dokonali ważnych naukowych odkryć, albo za działalność na rzecz innych, albo za kreatywność i odwagę. 
     Okolica ma o wiele więcej do zaoferowania zwiedzającym, a lista dóbr kulturalnych kantonu jest bardzo różnorodna i bogata. Na przykład znajduje się tutaj pełne pstrągów jezioro Seefeldsee jak również słynny High Bridge - najwyżej w Europie położony, wykonany z drewna kryty most. Wybudowany przez szwajcarską armię podczas II wojny światowej, dziś jest jedną z osnutych legendami atrakcji regionu. Ale to już zupełnie inna historia. Jeśli natomiast chodzi o geograficzny środek Polski, to jest on w miejscowości Piątek, w województwie łódzkim.

***
Fot. wandersite.ch
     L'Älggi-Alp est une prairie qui marque le centre géographique de la Suisse. Celui-ci a été déterminé par l'Office fédéral de topographie (swisstopo.admin.ch) pour son 150e anniversaire. Le centre est situé à environ 1650 m. d'altitude sur le territoire de la commune de Sachseln (le canton d'Obwald). En vrai, le lieu se trouve sur une roche mais il a été déplacé de 500m vers le sud pour en faciliter l’accès et éviter des accidents. Sur place, nous pouvons voir le contour en pierres de la Suisse et une stèle sur laquelle est gravé tous les ans le nom du Suisse de l'année (qui reçoit le prix Swiss Award). 
     Le région offre beaucoup d'attractions à visiter (la liste des biens culturels à Sachseln est très riche et variée): parmi elles se trouvent par exemple le lac Seefeldsee plein des truites à pêcher, le High Bridge - le pont en bois le plus haut d'Europe, construit par l'armée suisse durant la Seconde Guerre mondiale. Mais c'est une autre histoire, à présenter prochainement. Quant à la Pologne, son centre géographique se trouve dans la ville de Piątek (le nom veut dire "Le Vendredi"), dans la Voïvodie de Łódź.

Symbol geograficznego środka Polski.
Le symbol du centre géographique en Pologne.
Fot. www.polskiekrajobrazy.pl
Źródło/source: www.myswitzerland.com

środa, 14 stycznia 2015

Eiger, Mönch, Jungfrau

     Ostatnio w Neuchâtel prawie codziennie czy to o wschodzie czy o zachodzie słońca, mamy przepiękny widok na Alpy Berneńskie. Szczególnie wyróżniają się trzy masywy: Eiger, Mönch i Jungfrau, jedne z najbardziej słynnych szwajcarskich szczytów, których nazwy z języka niemieckiego przyjęło się tlumaczyć: Ogr, Mnich i Panna (lub Dziewica).
Eiger, Mönch, Jungfrau
     Przyglądając się dziś tej niezwykłej panoramie, koleżanka Szwajcarka zapytała mnie:
- Ela, opisujesz na blogu nasz kraj, nasze zwyczaje, historię i interesujesz się wszystkim co ze Szwajcarią jest związane. Na pewno znasz już legendy o naszych trzech górach: Eiger, Mönch i Jungfrau i ich znaczenie?
- Tak, znam i opiszę następnym razem.
- Fajnie! A wiesz dlaczego między Eiger (Ogrem) a Jungfrau (Dziewicą) znajduje się Mönch (Mnich)?
- Nie?
- Ah! Bo gdyby go tam nie było, Ogier zaraz wykorzystałby okazję, żeby wleźć na Dziewicę. No i wtedy mielibyśmy tutaj ponad 8000 metrową górę. A to to trochę za dużo, nie jesteśmy przecież w Himalajach.
***
     Depuis quelques jours, à Neuchâtel, au lever et au coucher du soleil, nous avons une magnifique vue sur l'Eiger, le Mönch et la Jungfrau. Leurs noms proviennent de l'allemand et signifient: l'Ogre, le Moine et la Jeune Femme (ou la Vierge). Admirant cette vue aujourd'hui, une copine Suissesse m'a posé une question:
- Ela, vu que tu décris notre pays, nos coutumes et notre histoire dans ton blog, et que tu t'intéresses à tout, tu connais sûrement des légendes sur les montagnes Eiger, Mönch et Jungfrau?
- Oui, j'en connais et je vais les présenter bientôt.
- Chouette! Et sais-tu pourquoi le Mönch (le Moine) se trouve entre l'Eiger (l'Ogre) et la Jungfrau (la Vierge)?
- Non?
- Ah! Parce que s'il n'était pas-là, l'Ogre profiterai vite de l'occasion pour grimper sur la Jungfrau. Et là, nous aurions une montagne de 8'000 mètres. Et ça, ça serait trop, on n'est pas dans l'Himalaya!

piątek, 31 października 2014

Z prochu powstałeś i ... * Homme, souviens-toi que tu es poussière et ...

www.theatlantic.com/health/archive/2014/10
/where-the-dead-become-diamonds/381038/
?single_page=true
     Algordanza” w języku retoromańskim znaczy: wspomnienie. Jest to również nazwa szwajcarskiej firmy założonej w 2004 r. w mieście Coire (Chur - kanton Gryzonia), która zajmuje się przeróbką prochów zmarłego w diament.
     Podstawą produkcji kamienia szlachetnego jest węgiel, który należy oddzielić od skremowanych prochów. W warunkach naturalnych proces krystalizacji węgla w diament wymaga trzech ważnych czynników: wysokiej temperatury, ciśnienia i kilku milionów lat. W warunkach laboratoryjnych czas wykonania zajmuje kilka miesięcy.
     Prace nad produkcją syntetycznych diamentów rozpoczęły się w pierwszej połowie ubiegłego wieku. Powstały w ten sposób „kamień” używano w narzędziach do cięcia. Następnie amerykańskie laboratoria opracowały technologię pozwalającą uzyskać z ludzkich prochów diament o różnej wielkości i o wartości od 1 do 1.5 karata. Koszt takiej usługi wynosi od 3 do 20 tys. Euro. Obecnie firmy, które zajmują się produkcją kamieni szlachetnych z ludzkich prochów znajdują się m.in. w Holandii, Wielkiej Brytanii, Japonii, Stanach Zjednoczonych. Algordanza posiada swoje biura w ponad dwudziestu krajach.
     Naszyjnik czy pierścionek?
     Za inspirację do dzisiejszej informacji posłużył artykuł z Arcinfo.ch z 29.10.2014: „Kiedy nasze prochy zamienią się w diament.

środa, 27 sierpnia 2014

Szwajcarska satyra* La satire en Suisse

Podwyżki składek ubezpieczenia zdrowotnego!
www.vigousse.ch via facebook.com
     „Vigousse, le petit satirique romand” to jeden z wielu szwajcarskich ilustrowanych tygodników satyrycznych. Ukazuje się w kantonach francuskojęzycznych, a na rynku wydawniczym istnieje od prawie 4 lat. Słowo „vigousse” to francuski kolokwializm używany tylko w Szwajcarii i oznacza: energiczny, wytrzymały, o szybkim działaniu w samo sedno. Jak szpilka, chciałoby się powiedzieć, zresztą czasopismo swym charakterem nasuwa skojarzenia z istniejącym niegdyś polskim tygodnikiem satyrycznym „Szpilki”. 
     Dla „Vigousse'a” pisze i rysuje wielu znanych szwajcarskich publicystów i satyryków, jak Mix&Remix, Barrigue, Pitch i inni. „Vigousse” żywiołowo i z humorem komentuje wydarzenia ze świata, Europy i oczywiście z rodzimego podwórka. O, choćby ta oto okładka z ostatniego numeru z rysunkiem wykonanym przez Barrigue. Satyryk nawiązuje do podwyżki składek ubezpieczenia, które nas wszystkich tutaj czekają z nadejściem Nowego Roku. Jest o czym dyskutować, ponieważ opłaty mają wzrosnąć średnio o 4,5% do 6,5%. Podobno w kantonie Neuchâtel mają być najwyższe w stosunku do pozostałych. Dyskusję w społeczeństwie ożywia fakt, że za miesiąc odbędzie się referendum, w którym ludność opowie się „za” lub „przeciw” stworzeniu jednej ubezpieczalni zdrowotnej w Szwajcarii. Projekt założenia jedynej w całym państwie kasy chorych został zgłoszony przez Zgromadzenie Federalne. Podobne referendum miało miejsce w Szwajcarii siedem lat temu, inicjatywa jednej ubezpieczalni została przez naród odrzucona.
***
     En découvrant hier le journal „Vigousse” grâce à des amis (merci Jola et Bernard), je me suis dit que cela valait la peine de lui consacrer un article sur notre blog. Surtout qu'il parle „vigoureusement” chaque vendredi de la réalité non seulement suisse, mais aussi européenne et mondiale.
     En plus, „Vigousse, le petit satirique romand”, par son caractère, fait penser à l'hebdomadaire satirique polonais „Szpilki” (Épingle) qui était édité entre 1935 et 1994.
Źródło/source: www.vigousse.chwww.admin.ch/ch/f/pore/vi/vis401t.htmlwww.infrarouge.ch

niedziela, 10 sierpnia 2014

Locarno i jego festiwal* Locarno et son festival

Aut. Daniele Buzzi, fot. www.galerie123.
com/fr/original-vintage-poster/
3563/locarno
     Mało brakowało, a filmowy festiwal zamiast w Locarno odbywałby się w Lugano. Dziś jest zaliczany do jednego z najstarszych tego typu wydarzeń na świecie, a jego sława przyciąga filmowców i kinomaniaków z wielu państw i narodów. Tak naprawdę wszystko zaczęło się jeszcze w czasie II wojny światowej, wtedy w latach 1944 i 1945 miał miejsce Międzynarodowy Festiwal Filmu w Lugano. Podczas przygotowania trzeciej edycji okazało się, że w tym celu trzeba wybudować w mieście nowy amfiteatr. Myśl poddano powszechnemu głosowaniu, jednak mieszkańcy odrzucili projekt budowy z powodu kosztów. W międzyczasie na festiwal zgłoszonych zostało 15 filmów i głównie dzięki staraniom sąsiadującego z Lugano miasta Locarno, które w niespełna trzy miesiące przygotowało się do przeprowadzenia imprezy, wszystko dobrze się skończyło, albo zaczęło - jak kto woli. Od początku językiem oficjalnym festiwalu był język francuski, choć na początku filmów w tym języku było bardzo mało. 
     Interesująca i bogata historia malowniczego Locarno, położonego nad Jeziorem Maggiore sięga czasów Cesarstwa Rzymskiego. Miasto za sprawą festiwalu nie tylko widziało już wiele sław jak Stanley Kubrick, Milos Forman, Jim Jarmusch, Aleksandr Sokurov, Werner Herzog, ... nie wspominając aktorów z całego świata, ale również „zobaczyło” rozwój i przemijanie kilku epok czy państw, jak np.: Związek Radziecki czy Czechosłowację, emitując filmy tam wyprodukowane. Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Locarno faworyzuje i promuje również filmografię rodzimą, wiele szwajcarskich filmów, nie tylko dokumentalnych, zostało już tam nagrodzonych. Nie obeszło się także bez polskiego akcentu na festiwalu, wspomnijmy choćby film Janusza Zaorskiego pt.: „Jezioro Bodeńskie”, który został w 1986 roku nagrodzony główną nagrodą - Złotym Lampartem czy inny uhonorowany film pt.: „Pożegnania” Jerzego Wojciecha Hassa (1958). 
     W tegorocznej edycji festiwalu znalazły się dwa polskie filmy „15 stron świata” w reżyserii Zuzanny Solakiewicz, „Matka Ziemia” Piotra Złotorowicza i „Arizona w mojej głowie” Matthiasa Husera. Jednym z gości specjalnych tegorocznego festiwalu jest Roman Polański, który poprowadzi zajęcia z dziedziny kinematografii w Locarno Summer Academy. Ponadto w najbliższych dniach zaprezentowany zostanie jego film pt.: „Wenus w futrze”.
     Wspomniana główna nagroda festiwalu - Złoty lampart (Pardo d'oro) to statuetka przedstawiająca lamparta. Z łac. pardus znaczy lampart, pantera i wizerunek tego zwierzäcia znajduje się w herbie miasta.
***
www.pardolive.ch
     Actuellement, la ville de Locarno, comme chaque année, vit son festival international du film. Cela m’a donné l’idée de décrire brièvement l'histoire de cet événement. Par exemple, peu de personnes savent que d'abord le festival a eu lieu à Lugano en 1944 et 1945. Locarno a vu passer beaucoup de stars et de réalisateurs de cinéma, il favorise aussi le cinéma suisse. L'accent polonais est aussi présent, citons le film de Janusz Zaorski „Jezioro Bodeńskie” qui a gagné le grand prix. Cette année, l'invité spécial est, parmi d’autres, Roman Polański avec „La Vénus à la fourrure” et nous pouvons voir deux films polonais: „Matka Ziemia” de Piotr Złotorowicz et „15 Corners of the World” de Zuzanna Solakiewicz. En plus, une coproduction helvético-polonaise de Matthias Huser: „They Chased Me Trough Arizona” y sera présentée.
     Le Léopard d'or est le prix principale du festival. L'animal (du lat. pardus - léopard) se trouve sur le blason de la ville de Locarno.
Źródło/source: www.pardolive.ch

poniedziałek, 14 lipca 2014

Szwajcarski Janosik* Le Janosik Suisse

Fot. www.weinwanderungen.ch
     Saillon to malownicza miejscowość w kantonie Valais. Jest tak piękna, że wybrano ją spośród wielu i bezsprzecznie uznano za najpiękniejszą miejscowość roku 2013 w Szwajcarii francuskojęzycznej. Miasteczko liczące ok. 2100 mieszkańców zachwyca o każdej porze roku nie tylko górskim krajobrazem, ale również niebywałymi atrakcjami. Przyciąga turystów średniowiecznymi obwarowaniami oraz zapierającą dech starówką, świętem szparagów, luksusowymi termalnymi basenami i niebezpiecznymi przełęczami. Ponadto, albo zwłaszcza, Saillon szczyci się posiadaniem najmniejszej na świecie winnicy, zawdzięczającej swoje istnienie niejakiemu Farinet, od którego nazwano także: grotę, górską ścieżkę i słynne przejście wraz z wiszącym mostem. 
     Joseph-Samuel Farinet to słynny w Szwajcarii, przede wszystkim w kantonie Valais, fałszerz pieniędzy, przemytnik, buntownik wyjęty spod prawa i kłusownik, a po śmierci symbol wolności, przyjaciel biednych i uciśnionych. Jego historia zaczęła się jakieś 169 lat temu. Choć urodził się w Dolinie Aosty we Włoszech, tuż przy granicy ze Szwajcarią, to ważniejsza część jego życia wiąże się z Valais, szczególnie ze Saillon, gdzie zresztą został pochowany i gdzie znajduje się wspomniana winnica, jaskinia itd. Był synem kowala, fach ojca znał od dziecka, jednak nigdy nie podjął się uczciwej pracy, a znajomość stopu metali doskonale przydała mu się do fałszowania monet. Na niebezpieczną ścieżkę złodziejską wstąpił jako nastolatek. Wtedy już został skazany za kradzieże we Włoszech, ale z każdego więzienia potrafił wcześniej czy później uciec. 
Joseph-Samuel Farinet
Fot. www.saillon.ch
     Po przekroczeniu granicy osiadł w Valais, we wspomnianym Saillon. Przystojny, wysportowany, elokwentny, już za życia krążyły o nim opowieści, czasem dość sprzeczne. Potrafił przepięknie grać na skrzypcach i akordeonie, uwielbiał wino, kobiety i śpiew. Hojny i dobroduszny, zarazem nielojalny, bez honoru, gotowy wydać wspólnika, zbałamucić żonę przyjaciela, ale nigdy nikogo nie zabił.
     Zapamiętano go przede wszystkim jako szczodrego fałszerza pieniędzy, które rozdawał biednym. Sporządził dziesiątki tysięcy fałszywych monet z najprawdziwszego złota, podrabiał nominał 20 centymów - najłatwiejszy do wykonania, wart wtedy ok. 2 franków. Farinet był hardy i nieprzeciętnie odważny, nie bał się policji, szybko zyskał sobie popularność i przychylność mieszkańców Valais, a nawet lokalnej władzy. Kanton Valais wówczas przeżywał kryzys finansowy, panowała bieda i ucisk społeczny, a te podrobione monety niczym nie różniły od prawdziwych. Miejscowa ludność, mężczyźni jak i kobiety, pomagali mu ukrywać się przed policją, która jakoś się nie spieszyła zaaresztować Farineta. 
     Kobiet w jego życiu przewinęło się wiele, ale w archiwach można doczytać, że jego jedyną i prawdziwą miłością, z którą miał nieślubną córkę, była Marie-Auphrosyne-Adélaïde, dziewczyna z rodzinnej wioski. Nie było im dane wspólne życie, rodzina zmusiła ją do wyjścia za mąż za bogatego, o wiele starszego od niej człowieka. Istniejące dziś w Valais Stowarzyszenie Przyjaciół Farineta powtarza „To był dobry człowiek, jedyny problem w tym, że w tym czasie Berno produkowało taką samą monetę jak on”. Zginął w wieku 35 lat w bliżej nieznanych okolicznościach w przełęczach tzw. „Gorges de la Salentze”, gdzie się czasami ukrywał. Podobno był to nieszczęśliwy wypadek, bo osłabiony z głodu stracił równowagę i spadł ze skały. Inni przekazują, że wskutek nacisków z Berna policja w końcu zaczęła mu się naprzykrzać i w pościgu zastrzeliła go w jaskiniach. Jeszcze inni podają, że zdradził go wspólnik. Ciało wrzucono do wspólnego grobu, z innymi złoczyńcami. I z czasem pewnie pamięć o nim by przepadła, a on sam pozostałby tylko kolejnym nazwiskiem w policyjnych pożółkłych statystykach z minionego wieku. Gdyby po jego śmierci się nie ujawniły żal i
Przejście/Paserelle de Farinet
Fot. www.valais-community.chDodaj napis
tęsknota miejscowych za tym hojnym buntownikiem. Najpierw ktoś na tym wspólnym grobie postawił krzyż oraz tabliczkę z jego imieniem i nazwiskiem. Potem ktoś zaczął szukać jego złota i nagromadzonych skarbów. Do powstania legendy jednak tak naprawdę przyczyniła się kilkadziesiąt lat później powieść pt.: „Farinet ou la fausse monnaie” znanego szwajcarskiego pisarza C-F. Ramuz'a, który uczynił z Farineta bohatera, postać romantyczną i dumę Valais. Potem zrealizowano film na podstawie tej książki i choć minęło już tyle lat, to postać Farinet'a jest żywa w Szwajcarii do dziś. 
     Z biegiem lat powstał wspomniany wiszący pomost, grota zwana jego imieniem, muzeum fałszywych pieniędzy oraz najmniejsza na świecie winnica. Składa się ona z trzech szczepów (chasselas, pinot noir i petite arvine), rośnie na obszarze 1,618 m² na obrzeżach Saillon. Każdego roku wielcy i sławni tego świata przyjeżdżają pracować na tej winnicy. Byli tam już m.in.: Zidane, Jane Birkin, Michael Schumacher, Michel Platini, Roger Moore. Obecnie od kilkunastu lat właścicielem winnicy jest Dalaï-Lama. Sok otrzymany z tych winogron miesza się z sokiem z winogron od wybranego w okolicy winiarza i poddaje fermentacji w celu otrzymania 1000 butelek, które sprzedaje się na dobroczynne cele m.in.: dla najbiedniejszych dzieci.
     Niektórzy powiadają, że winnica powstała dokładnie tam, gdzie Farinet zakopał złoto, z którego produkował fałszywe monety. Inni twierdzą, że jest ono ukryte w jego grocie, zwanej Grotą Farinet'a. Jeszcze inni, że podobno przy jego ciele znaleziono wtedy 500 franków w złocie i nigdy nie udało się stwierdzić czy były podrobione czy prawdziwe, ani co się później z nimi stało. 
     Grób Farineta obecnie znajduje się w Saillon przy dzwonnicy kościoła św. Katarzyny.
***
Fot. www.farinet.org
     Saillon, le plus beau village de Suisse romande de 2013. Situé dans le canton du Valais, il nous attire par son riche passé médiévale et surtout par Joseph-Samuel Farinet, un faux-monnayeur et contrebandier. La légende en a fait un défenseur de la liberté, résistant à l'autorité, la fierté du Valais. Joseph-Samuel Farinet fait penser à Janosik, un voleur polonais qui vivait dans les montagnes Tatry. Janosik, comme son pendant suisse, a marqué la conscience populaire polonaise et slovaque, car il faisait d'une certaine façon la justice sociale. Il volait les riches pour donner aux pauvres. Il est mort à l'âge de 25 ans, arrêté par la police et pendu. La légende le montre comme un personnage positif, un héros populaire des montagnes polonaises.
***
Źródło/source: www.amisdefarinet.ch

wtorek, 20 maja 2014

Wódka w Szwajcarii* Vodka en Suisse

     Destylat alkoholowy rozcieńczony wodą. Zawiera co najmniej 37,5% alkoholu i pozostaje w czołówce najlepiej sprzedających się na świecie. Na początku maja br. szwajcarska telewizja RTS wyemitowała reportaż poświęcony właśnie wódce szwajcarskiej, polskiej, rosyjskiej. 
     Poza informacjami historycznymi, dokument przedstawia też proces destylacji w Szwajcarii. Tak, poza winami produkuje się tutaj także „eaux-de-vie” czy okowity, a do najbardziej znanych należą wytwórnie „Diwisa Willisau SA” i „Studer&Co AG”, obie znajdują się w kantonie Lucerny.
Fot. www.xellent.ch
     „Diwisa” z prawie stuletnią tradycją, którą zapoczątkował Hans Affentranger, słynie z produkcji wódki Xellent, otrzymywanej z żyta oraz wody sprowadzanej z samego lodowca Titlis. Wspomniane destylarnie nie wyraziły zgody na filmowanie przez telewizję, dlatego RTS udała się do destylarni w Cully (Domaine d'Aucrêt) w malowniczym Lavaux (kanton Vaud). Pomysł wytwarzania wódki zrodził się tutaj ponad 10 lat temu, z chęci wyprodukowania alkoholu na rosyjską modę. Pierwsze próby się nie powiodły aż do momentu, kiedy zrozumiano, że ten niepowtarzalny smak zawdzięcza się właśnie zbożu, w tym przypadku jęczmieniowi. Dozwolone zawarcie alkoholu wynosi 37,5%. 
     Wspomniany wcześniej rosyjski akcent dotyczy przede wszystkim „Sputnika” - sklepu w Genewie z rosyjskimi i ukraińskimi artykułami. „Sputnik” zaleca picie wódki schłodzonej do temperatury od 5 do 7 stopni oraz odradza wkładanie butelki do zamrażarki, bo to tylko chwyt reklamowy: zamrożona butelka wygląda po prostu ładnie. Przy tym traci się smak alkoholu i nie jest on zdrowy dla gardła. 
Fot. E.Z.
     Reportaż poświęcił również uwagę wódkom z importu, które można znaleźć w sklepach na terenie Szwajcarii. Nie obeszło się bez testów dotyczących ich składu - czy opis na etykietce jest zgodny z zawartością. Tylko dwie wódki spośród dwunastu testowanych nie zgadzały się ze składem podanym na etykiecie:  „Wyborowa”, która zawiera żyto, ale też kukurydzę i trzcinę cukrową, o których nie wspomniano. Te dodatkowe elementy znaleziono również w „Belvedere” – poza nikłą zawartością jęczmienia. 
     Wódka, zwłaszcza ta najtańsza, to bardzo popularny napój wśród szwajcarskiej młodzieży. Wymieszana najczęściej z sokiem cytrynowym, jabłkowym, coca-colą czy red bullem. Skąd ta popularność? Bo wódką można się najszybciej upić zdaniem niektórych. W modzie są też kolorowe drinki (tzw. alkopopy), których spożywanie w Szwajcarii podobno wzrosło między 2001 a 2003 rokiem od 1.6 milionów butelek do 40 milionów. 
     Generalnie wódkę można podzielić na czystą i gatunkową. W Szwajcarii produkuje się te drugie, otrzymywane z owocowych destylatów. I tak z wiśni wytwarza się popularny Kirsch, z gruszek - Williamine, ze śliwek - Pruneau, Damassine, Quetsch Pflümli i Zwetschgen, z winogron - Grappa czy Marc, z ziół - Chrüter, z moreli - Abricot, z pigwy - Quitte, z jabłek - Öpfel, ze sfermentowanych korzeni żółtej goryczki - Gentiane, z malin - Framboise, z mirabelek - Mirabelle. Kultura picia nakazuje tutaj spożywać bez mieszania z innymi napojami jako tzw. „digestif” lub w trakcie uroczystych posiłków (np. Kirsch na znany „łyk przy połowie”, zwłaszcza przy fondue serowym) sznaps na lepsze trawienie. 
     Nie znaczy to jednak, że Helweci nie produkowali i nie znali wcześniej wódek czystych z ziemniaków czy zbóż. Chyba tak jak wszędzie, te wysokoprocentowe alkohole w pewnym momencie stawały się problemem społecznym, tutaj na początku XIX wieku. I po raz pierwszy prawne zasady dotyczące alkoholu w Szwajcarii zastosowano już w 1887 r. wskutek presji prohibicyjnej w celu walki z nadużyciem alkoholi wysokoprocentowych otrzymywanych właśnie ze zbóż i ziemniaków. Trudno jednoznacznie stwierdzić, ale być może w dużym stopniu wpłynęło to na produkcję okowit z owoców i ziół? A może zwyczajnie to był tylko zbieg okoliczności? Jak w przypadku rolnika Francis'a Germanier z Valais, który przez kilka dobrych lat żył z plantacji gruszy zwanych Williams. Ich szczepy ze względu na niepowtarzalny smak sprowadził z samej Francji. Gruszki sprzedawały się bardzo dobrze do 1945r, kiedy potężna wichura zniszczyła prawie całą uprawę tak, że owoce wcale nie kwalifikowały się do sprzedaży. Choć Francis pozbierał te najładniejsze, to nadawały się one jedynie do destylacji. Dziś jego Williamine jest jedną z najbardziej popularnych wódek owocowych w Szwajcarii i poza jej granicami.
***
     L'article s'inspire d'une émission de la RTS „Vodka: il y a un hic!”. Elle nous parle de la fabrication de la Vodka, de son histoire ... bref, à regarder.
     L'idée était de décrire les eaux-de-vie distillées en Suisse, où elles sont pour la plupart produites à base de fruits et d'herbes. Et de toucher un mot sur les distilleries les plus connues ici.
Źródło/source:www.rts.ch/emissions/abe/5722695-vodka-il-y-a-un-hic.html
www.eav.admin.ch/?lang=fr

Ze względu na ogromny sentyment do polskiego kina, jeszcze krótka scena z filmu „Żółty szalik”, gdzie pokazano jeden w wielu sposobów picia wódki.
***
Et encore, par un grand sentiment pour le cinéma polonais une scène du film „L'écharpe jaune”. Cet épisode montre un exemple de boire la vodka.

- Mhm, impeccable!
- Voilà! Et les glaçons pour vous!
- Impeccable, mhhm.
- Je vous souhaite „Na zdrowie”!
- Et ça se fait exactement comme ça! On laisse la dose minimale de la substance préférée couler tout doucement dans la gorge qui, ouverte au plaisir, absorbe chaque morceau de puissance. La force est avec nous!

piątek, 21 lutego 2014

P jak papet z kantonu Vaud* P comme papet vaudois

     Jak to dobrze, że są warzywa sezonowe! Zdrowo, pod ręką i smaczna alternatywa w szwajcarskiej kuchni przepełnionej serami w różnej wersji. Do wykonania „papet vaudois” nie potrzebujemy ani grama sera, tylko ziemniaki, pory i trochę regionalnej wędliny. Danie to jest typowe dla kantonu Vaud (niem. Waadt), na co zresztą wskazuje już przymiotnik w nazwie, ale wydaje się być znane prawie w całej Szwajcarii. Tradycja w regionie Vaud nakazuje spożywać tę potrawę 24 stycznia – w dniu święta odzyskania niepodległości tego kantonu. 
Heraldyka kantonu Vaud/Waadt
"Wolność i Ojczyzna"
     Tak naprawdę historycy nie są do końca pewni, od kiedy dokładnie „papet” stało się charakterystyczną potrawą dla Vaud ani dlaczego właśnie w takim zestawieniu. Ziemniak wcześniej (czyli w XVIII wieku) nie był znany w Vaud, por należał do warzyw luksusowych dla wyższych sfer, a kiełbasa też była rarytasem wziąwszy pod uwagę fakt, że przez długi czas posiadanie prosiaka było zbyt drogie w utrzymaniu. Jakby nie było, to kolorystycznie ten zestaw idealnie współgra z flagą kantonu Vaud (kolor biały, zielony i żółty) i ma upamiętniać wydarzenia z 24 stycznia 1798 roku. 
     Zanim jednak ziemie należące obecnie do kantonu Vaud dołączyły do Konfederacji Szwajcarskiej, to do XVI wieku znajdowały się pod panowaniem Księstwa Sabaudii, a następnie zostały podbite przez wojska berneńskie i włączone do Berna. Przy wyzwalaniu spod berneńskiego zwierzchnictwa nie obeszło się bez ingerencji sąsiadki Francji, a zwłaszcza generała Philippe Romain Ménard. Najpierw w środę 24 stycznia 1798 r. wczesnym świtem komitet rewolucyjny dowodzony przez Szwajcara Henri Monod zebrał się w Lozannie przed Ratuszem z flagą „Republika Lemańska, Wolność, Równość”. Podobnie uczyniła burżuazja i mieszkańcy Vevey, potem dołączyło wojsko gotowe udzielić wsparcia, gdyby Berneńczycy zaczęli stawiać opór. Ci jednak woleli wycofać się pokojowo i w takiej właśnie atmosferze przebiegało odzyskiwanie autonomii w Vaud. Mówi się, że rewolucjoniści nawet pomogali berneńskim władzom wsiąść do powozów, a przyglądający się temu tłum paradoksalnie okazywał smutek i ciepło żegnał najeźdźców. 
Francuzi triumfalnie wchodzą do Berna.
Fot. www3.unil.ch/wpmu/allezsavoir/revolution-
vaudoise-et-trous-de-memoire/
     Prawdziwe problemy zaczęły się trzy dni później. Wojsko francuskie było zawiedzione rozwojem sytuacji, Francuzi liczyli bowiem, że przebieg powstania pozwoli im na interwencję, a co za tym idzie – umożliwi wolny i „uprawomocniony” dostęp do skarbca w Bernie. Wystarczy wspomnieć, że Francja wtedy była zrujnowana przez działania rewolucyjne u siebie oraz wojenne w Europie. Pretekst pojawił się niespodziewanie i zręcznie został wykorzystany przez generała Ménard, który wysłał złożoną z siedmiu osób (w tym uzbrojonych wojskowych)  delegację z ultimatum do Berna. W okolicach miasteczka Thierrens, przy skrzyżowaniu dróg do Moudon, Payerne, Echallens i Yverdon doszło do walki, ponieważ niedoinformowani strażnicy z Thierrens widząc nadciągające uzbrojone osoby, byli święcie przekonani, że to najazd ze strony Francji. Straże otworzyły ogień do wysłanników i dwóch francuskich huzarów zostało zabitych. To wystarczyło, żeby francuski generał wypowiedział wojnę Berneńczykom i oblężył miasto. Berno skapitulowało 4 marca, a wojsko francuskie uzyskało dostęp do skarbca, skąd około pięciu milionów liwrów sfinansowało kampanię egipską Napoleona Bonaparte. 
     Region Vaud ze swoją stolicą Lozanną dołączył do Konfederacji Szwajcarskiej pięć lat po wydarzeniach styczniowych dzięki Aktowi Mediacyjnemu wydanemu przez Napoleona Bonaparte, któremu kanton Vaud zawdzięcza również nadanie konstytucji. Niektórzy się jeszcze spierają, czy te zajścia należy nazwać wyzwoleniem spod jarzma berneńskiego, czy raczej najazdem francuskim. Wystarczy nadmienić, iż wojsko francuskie stacjonujące w miastach jak Payerne, Bex, Versoix czy na przedmieściach Lozanny liczebnie znacznie przekraczało mieszkańców i mowa tutaj o tysiącach. Żołnierze nie zawsze byli zdyscyplinowani, a miejscowa ludność musiała zapewnić zarówno im jak i koniom wyżywienie. W każdym razie oficjalne odzyskanie niepodległości przez Vaud historia zapisała 24 stycznia, a nie 27 stycznia czy 4 marca. 
Fot. www.myswitzerland.ch
     Wróćmy jednak do tematu dnia, czyli potrawy na cześć odzyskania niepodległości przez mieszkańców Vaud. Wypróbowany przepis pochodzi ze strony myswitzerland.com i jest przeznaczony dla czterech osób. Potrzebne będą: 1 łyżka masła, 1 cebula, 1 ząbek czosnku, 1kg porów, 100 ml białego wina, pół kg ziemniaków, ok. 30 dkg kiełbasy z kapustą (specjalność kantonu Vaud – kiełbasa wyłącznie z wieprzowego mięsa z dodatkiem kapusty, wędzona na surowo), 200 ml wywaru z warzyw, sól, pieprz. 
     Do garnka z rozgrzanym masłem dodać pokrojoną cebulę, czosnek i pory i dusić ok. 3 minut. Dodać wino i wywar, a następnie pokrojone w kostkę ziemniaki, podgotować, dodać sól, pieprz i całą surową kiełbasę. Dusić, aż ziemniaki staną się miękkie, potrzeba na to ponad 40 min. Podawać z całą kiełbasą lub pokrojoną w plasterki. 
     Wprawdzie wiele przepisów podaje nieco zróżnicowany czas przyrządzania potrawy, ale biorąc pod uwagę czas ugotowania w tych warunkach ziemniaków i wędliny, to taki dobry czas wynosi ok. godziny. Aby danie było smaczne, należy przestrzegać kilka reguł: zawsze dodajemy dwa razy więcej porów niż ziemniaków. Niezapomnieć o białym winie, im lepsze wino, tym lepsze „papet”. Ci, którzy nie lubią jednak dodawać wina do gotowania, mogą je zastąpić piwem. Można pod koniec duszenia wlać również trochę śmietany i ocet z cydru, jest to jednak kwestia indywidualnego smaku, nie wszystkie przepisy o tym wspominają. Dobrze jest wbić wykałaczki w kiełbasę - sprawią, że nie pęknie podczas gotowania, ale wypłynie z niej tłuszcz, a później przy krojeniu nie będzie bryzgać sokiem. Gotując kiełbasę osobno, mamy trochę mniej kalorii, ale też pozbawiamy danie połowy „tego” smaku.
Papet vaudois. Fot. www.myswitzerland.ch
Istnieją różne szkoły krojenia pora (wzdłuż, wszerz, w krążki, paseczki), najważniejsze jest jednak, żeby użyć tylko białą część tego warzywa. Kiełbasę z kapustą można zastąpić innymi regionalnymi (z Vaud, Fryburga, Neuchâtel) kiełbasami wędzonymi.
     A, jeszcze jedno: nazwa „papet” pochodzi z dialektu burginiońskiego i oznacza zbyt gęstą zupę, papkę. Zdarzają się przepisy, które polecają po ugotowaniu rozgnieść ziemniaki – otrzymujemy wtedy „papet” w pełnym tego słowa znaczeniu.
***
     Le  „papet vaudois” mérite d'être présenté sur ce blog d'expatriés polonais. Nous aimons bien découvrir les spécialités du pays et les goûter. Les repas à base de fromage comme la raclette ou la fondue, nous les connaissons déjà bien. Cette alternative au fromage est composée de légumes saisonniers trouvables facilement, simple à préparer, goûteuse et digne d'être à la fois proposée et mise en évidence. C'est l'occasion de mentionner l'histoire de l’Indépendance du Canton de Vaud, parce que la tradition veut que ce repas de pommes de terre, de poireaux et avec le saucisson vaudois est consommé le 24 janvier. C'est le jour de la proclamation de l'Indépendance vaudoise.
"Huzar Por i huzar Ziemniak! Zrobimy z was nasze symbole!"
Fot. henrierard.wordpress.com