Pokazywanie postów oznaczonych etykietą histoire. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą histoire. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 19 października 2015

Ręka Boga* La Main de Dieu

     Jest takie jedno miejsce na Ziemi, o którym mówi się, że nawet Bóg chciał tam odpocząć. Znajduje się w kantonie Berno, Szwajcarzy nazywają je „Ręką Boga”. 
     Właściwie to nie wiadomo dokładnie czy wydarzyło się to w środę czy w czwartek – przecież to było tak dawno! Szwajcarska legenda sięga biblijnych czasów powstawania Świata i przekazuje, że zmęczony tworzeniem od kilku dni Bóg chciał na chwilę usiąść i odpocząć. Siadając oparł się o Ziemię ręką i zostawił odcisk swojej dłoni. Tam gdzie spoczęły palce – utworzyły się śródgórskie doliny, jest ich właśnie pięć. Może to potwierdzić każdy, kto choć raz widział tę część Oberlandu Berneńskiego z lotu ptaka. Między „palcami Boga”, na wysokości 1050 m.n.p.m., znajduje się słynne na cały świat malownicze miasteczko Gstaad.

     Dziś Gstaad jest jedną z najbradziej elitarnych szwajcarskich miejscowości i najczęściej odwiedzanych przez gości z wyższych sfer. Przez cały rok zapewnia turystom liczne atrakcje z dziedziny sportu i kultury. Zimą zaprasza do uprawiania tradycyjnych sportów, a kiedy stopnieje śnieg – na wędrówki po szlakach z widokiem na pejzaże, które nigdy nie powtarzają się dwa razy. Pola golfowe, eksluzywne hotele i kurorty spa splotły się z regionalnymi tradycjami oraz zwyczajami dostosowanymi do zmieniających się pór roku. Centrum Gstaad jest tylko dla ruchu pieszego, dojechać tam można tą samą trasą (linia kolejowa z Montreux do Zweisimmen, tzw. GoldenPass Line), która już od ponad stu lat służy turystom.          
    Uroki tej alpejskiej wioski na tle sylwetek trzytysięczników dostrzeżono znacznie wcześniej, ale moda wśród możnych tego świata na bywanie w Gstaad nastała z początkiem XX wieku. Podobno pierwszym słynnym gościem był Bernard Montgomery, potem Grace Kelly, Sophia Loren, Madonna, Michael Jackson i wielu, wielu innych, nie wspominając o Romanie Polańskim, który tam mieszka. Podobno miejscowość tak naprawdę nigdy nie zabiegała ani o sławę ani o swoich turystów. Przyczyniły się do tego dyskrecja i takt Szwajcarów – tak cenne podczas wypoczynku gości ze świata sportu, polityki czy artystów. Najtrafniej podsumował to znany aktor Roger More zdaniem: „Zawsze jak jestem w Gstaad, to miejscowi bardziej interesują się moim samochodem niż moją osobą.” Na pewno miał rację Arnold Annen, szwajcarski twórca pierwszej naziemnej kolejki linowej na szczyt Wispile twierdząc: „Na komforcie innych zawsze można dobrze zarobić”. 
     O urokach Gstaad i okolicach „ręki Boga” można by jeszcze długo i wiele pisać. Również z tym regionem jest związana jeden z najpiękniejszych szwajcarskich ballad rock’owych. Chociaż w tym przypadku trudno właściwie stwierdzić kto komu więcej zawdzięcza: urocza okolica - muzykom czy odwrotnie. W każdym razie było to tak: ponad 30 lat temu George Müller, gitarzysta szwajcarskiej grupy rock’owej  „Span”, przybył do Gstaad ze złamanym sercem. Po rozstaniu z narzeczoną, rozczarowany, nie widział już celu życia. Podobno ostatni raz wybrał się na spacer po górskich szlakach nad Gstaad i przysiadł na chwilę nad jeziorem Lauenensee. Pod wpływem piękna otoczenia i emocji powstała w berneńskim dialekcie ballada „Dert hindä bim Louensee”, która szybko i na długo podbiła serca publiczności.
***
     Il y a un endroit sur la Terre dont on dit que Dieu lui-même y a voulu s’y reposer. Il se trouve dans le Canton de Berne, les Suisses l’appellent « La Main de Dieu ». 
     En fait, il est difficile de dire exactement si l'événement s’est passé un mercredi ou un jeudi – c’est arrivé il y a si longtemps! C’est une légende suisse remontant à l'époque biblique qui parle de la formation du Monde. Dieu, fatigué par la création, voulait s’asseoir et se reposer. Il s’appuya à sur la Terre avec sa main et laissa son empreinte. Là où Ila posé ses doigts se sont formées les vallées – au nombre de cinq. Toute personne qui a déjà vu du ciel cette partie de l'Oberland Bernois peut confirmer cette image de l’empreinte. Entre « les doigts de Dieu », à 1’050 mètres d’altitude, est située la célèbre ville de Gstaad. 
Fot.: gstaadvalley.com
     Aujourd'hui Gstaad est l’un des villages les plus réputés en Suisse et le plus visité par les clients de haut standing. Tout au long de l'année, l’endroit offre aux touristes de nombreuses activités dans le domaine du sport, du bien-être et de la culture. On y pratique des activités propres à chaque saison avec les sentiers qui proposent une vue sur des paysages uniques. Les terrains de golf et les hôtels uniques se mélangent avec les traditions et les coutumes régionales adaptées aux changements de saisons. Nous pouvons aller à Gstaad (le centre est strictement réservé aux piétons) par la ligne de chemin de fer Montreux–Zweisimmen (soit GoldenPass Line) qui transporte les touristes depuis plus de 100 ans. 
     Le charme de ce village alpin avec les silhouettes des montagnes hautes de 3000 mètres est apprécie déjà bien longtemps, mais la haute société a commencé de fréquenter Gstaad seulement au début du XXème siècle. Apparemment, le premier personnage connu à l'avoir visité était le célèbre Bernard Montgomery. Ensuite: Grace Kelly, Sophia Loren, Madonna, Michael Jackson et bien d'autres, sans oublier Roman Polanski, qui y vit. 
     Gstaad doit sa popularité non seulement au confort et aux paysages mais aussi à la discrétion et au tact suisse - si précieux pour les stars du sport, de la politique ou des artistes pendant leurs vacances. Un acteur connu, Robert More, a bien résumé cela, disant à propos des habitants de Gstaad: « Chaque fois quand j’y suis, ils s'intéressent beaucoup plus à ma voiture qu'à moi! »
De toute façon, Arnold Annen, le fondateur suisse du funiculaire qui mène jusqu’à Wispile, a sûrement eu raison : « On peut toujours bien gagner en assurant le confort des autres ! »
     Nous pouvons encore dire beaucoup de choses pour décrire le charme de Gstaad situé dans « la Main de Dieu » - c’est si beau. Mentionnons juste que cela vaut la peine de citer l'une des plus belles chansons du rock suisse qui a été créée dans ce lieu. Difficile de dire si la chanson est populaire grâce à ce lieu ou si c'est le contraire. L’histoire est courte, mais riche en émotions : il y a plus de 30 ans, Georges Müller, le guitariste du groupe Span, s’est exilé ici dans le chalet de ses parents. Après une rupture avec sa fiancée, déçu et déprimé, il allait se promener dans les parties montagneuses de Gstaad. Assis pour se reposer au bord du lac Lauenensee, captivé d’un coup par les émotions, il a écrit « Dert hindä bim Louensee ». Cette chanson, écrite de plus en dialecte bernois, a vite conquit le cœur du public.

poniedziałek, 13 lipca 2015

Nocnik Szwajcarii* Le pot de chambre de la Suisse

     Tak nazywają Lucernę i region Jeziora Czterech Kantonów Szwajcarzy francuskojęzyczni. Bo tam ciągle pada i zawsze jest mokro. Mieszkańcy regionu ripostują: „Przecież to z zazdrości!”
Jezioro Czterech Kantonów. W stronę Rutli.
Lac de Quatre Cantons. En direction de Grütli. Fot. E.Z.
     Trudno jest dziś wychwycić czy chodzi o zazdrość z powodu zapierających dech w piersiach krajobrazów czy może o historyczną przeszłość regionu: tutaj właśnie znajduje się łąka Rütli, gdzie w 1291r. złożona została przysięga przez przedstawicieli Uri, Schwyz, Unterwalden, która zainicjowała powstanie Szwajcarii. Miejsce to od ponad 150 lat pełni rolę sanktuarium narodowego.
     Ponadto tutaj również rozegrały się wydarzenia z legendarnym szwajcarskim bohaterem Wilhelmem Tell'em w roli głównej. Sławne szczyty jak Rigi Kulm, Pilatus, Titlis, Stanserhorn opowiedzą niejedną legendę. Dużo tego jak na jeden region! A jeszcze na dodatek w tym roku przypada dwusetna rocznica zapoczątkowania turystycznych usług w regionie Jeziora Czterech Kantonów, bowiem najbardziej znane hotele Seehotel Goldener Adler w Küssnacht i Rigi Kulm powstały dokładnie 200 lat temu. Z okazji jubileuszu przygotowano wiele atrakcji - podobno do najbardziej ciekawych należy ogromny Nenufar (Seerose), szeroki na 48 m. i wysoki na 16 m. i może pomieścić 700 osób. Konstrukcja płynie po jeziorze od miasta do miasta, stancjonując przez kilka dni w danym porcie oferuje atrakcje dla smakoszy i wydarzenia kulturalne: przedstawienia i koncerty.  Obecnie do rejsu po Jeziorze Czterech Kantonów mamy do dyspozycji 20 statków w tym 5 parowych.
     Kolejnym nocnikiem Szwajcarii, tym razem francuskojęzycznej, jest miejscowość Moudon (VD), nazywana tak przez resztę mieszkańców kantonu Vaud. Ale to już zupełnie inna historia.

***

     C'est comme ça que les Suisses francophones appellent Lucerne et la région du Lac des Quatre-Cantons. Parce qu'il pleut tout le temps là-bas ! Les habitants de la région rétorquent: „Mais qu'est-ce qu'ils sont jaloux!”. 
Statek parowy "Galia".
Un bateau à vapeur "Galia". Fot. E.Z.
     Il est difficile de comprendre si les causes de cette „jalousie” sont les paysages à couper le souffle
dans la région du Lac des Quatre-Cantons ou peut-être son passé historique riche en événements très importants: on y trouve la prairie du Grütli où, en 1291, a eu lieu le serment des représentants d'Uri, de Schwyz, et d’Unterwald, qui a initié la base historique du pays. Cet endroit sert de sanctuaire national depuis plus de 150 ans.
     En outre, c’est également dans cette région que se sont déroulés les événements liés au héros suisse Guillaume Tell. Les sommets célèbres que sont le Rigi Kulm, le Pilatus, le Titlis et le Stanserhorn nous permettent de raconter de nombreuses légendes. Et tout cela toujours pour le même endroit! De plus, cette année marque les 200 ans du tourisme dans la région, le fameux hôtel Seehotel Goldener Adler à Küssnacht et l'auberge au sommet du Rigi Kulm ayant été construits il y a exactement 200 ans. A l'occasion de ce jubilé, de nombreuses attractionssont organisées, dont la plus intéressante est certainement le Nénuphar (Seerose) - une plateforme flottante sur le Lac des Quatre-Cantons (large de 48 mètres, haute de 16 mètre et pouvant accueillir jusqu’à 700 personnes). Le Nénuphar propose différentes restaurations et manifestations culturelles comme des spectacles et des concerts.
     Un autre pot de chambre désigné de la Suisse, cette fois en Romandie, est la ville de Moudon (VD). Mais c'est une autre histoire !
Treib-Seelisberg Bahn. Fot. E.Z.
Jezioro Czterech Kantonów.
Lac de Quatre-Cantons. Fot. E.Z.
Fot. E.Z.
Tutaj złożono przysięgę w 1291r. Trzy sosny symbolizują zaprzysiężonych.
Ici a eu lieu le serment en 1291. Les trois sapins évoquent les assermentés.
Fot. E.Z.
Odwiedź okolicę Jeziora Czterech Kantonów* Visite la région du Lac de Quatre-Cantons:
www.luzern.com
www.lakelucerne.ch
Seerose/ Le Nénuphar

Dowiedz się więcej o Szwajcarii* Plus pour connaître la Suisse :
polneuchatel.blogspot.ch/2015/02/150-lat-turystyki-zimowej-w-szwajcarii
polneuchatel.blogspot.ch/2015/02/alggi-alp
polneuchatel.blogspot.ch/2015/01/eiger-monch-jungfrau

czwartek, 18 czerwca 2015

Szwajcarscy emigranci w Polsce* Les immigrés suisses en Pologne

     Kurt Scheller, Markus Tellenbach, Lukas Beglinger, Fanny Vaucher, Christine Burkhard ... Lista Szwajcarów, którzy wybrali w naszych czasach życie w Polsce czy to ze względów zawodowych czy prywatnych, jest długa. I nic w tym dziwnego, to znany fakt, że nasz kraj od zawsze przyciągał turystów. A nawet Helwetów za ... chlebem.
Fot.: www.warszawska.info/srodmiescie/
nowyswiat-historia.html
     Na przykład Kraków, już za czasów Jagiellonów pełno było tutaj szwajcarskich kupców, architektów, studentów, spośród których do najbardziej sławnych należą Valerius Anshelm, kronikarz z Berna oraz Heinrich Loriti, znany humanista, poeta i muzyk z kantonu Glarus. Wielu Szwajcarów najmowało się do polskiej armii, gdzie niektórzy pełnili ważne funkcje, szczególnie za panowania króla Augusta III Sasa: choćby Emeryk de Vattel z Neuchâtel - dyplomata, filozof i prawnik na dworze wspomnianego króla. Możliwość rozwoju czy zrobienia kariery w tamtych czasach nie była zarezerwowana tylko dla szwajcarskich wojskowych, przyjeżdżali do naszego kraju również lekarze, astronomowie, matematycy, jubilerzy, grawerzy oraz prywatni nauczyciele. W XVIII wieku sekretarzem króla Stanisława Augusta Poniatowskiego był Piotr Maurycy Glayre z kantonu Vaud, który nawet został kawalerem Orderu Świętego Stanisława.
     Z jednej strony była to emigracja w ramach służbowej delegacji, n.p.: dyplomaci i duchowni. Niektórzy, szczególnie uchodźcy religijni, nawet zasiedlali tereny Prusów Wschodnich zdziesiątkowane z początkiem osiemnastego wieku przez dżumę. W czasach kiedy w Szwajcarii sytuacja gospodarcza była wręcz dramatyczna, wielu jej obywateli emigrowało na ziemie polskie w celu czysto zarobkowym, najczęściej byli to rolnicy, rzemieślnicy, cukiernicy, służący, pokojówki, bony i guwernantki. O, choćby wspomniani cukiernicy: do dziś pamięta się w Krakowie o słynnych w poprzednich stuleciach założycielach cukierni jak Parys Maurizio czy Gaudenty Redolfi z Gryzonii.
Fot.: breakforcake.blogspot.ch/2014/05/
przedwojenne-cukiernie-warszawy.html
     Stolica wówczas szczyciła się cukiernią „U Lourse” założoną przez Szwajcara Wawrzyńca Loursa. Nawet właściciel słynnej warszawskiej cukierni Blikle - Antoni Kazimierz Blikle był synem Fryderyka Blikle ze Szwajcarii. Nastoletni Antoni przygotowywał się do zawodu pod okiem samego Kacpra Semadeniego, również z pochodzenia Szwajcara. Wszyscy przybyli z kantonu Gryzonia, stąd też byli nazywani w Warszawie „Gryzonami”. Helweckie cukiernie i kawiarnie przetrwały pierwszą wojnę światową, a w czasach Dwudziestolecia pełniły rolę salonów towarzyskich, gdzie się zbierała ówczesna śmietanka i elita kulturalna.
     Ale nie tylko kawą i ciastkami Szwajcarzy przysłużyli się naszemu krajowi. Sławę zdobył również helwecki absynt, pierwsza destylarnia esencji piołunkowej powstała w Warszawie w 1821 roku dzięki niejakiemu Ludwikowi Vaucher z Neuchâtel.
O szwajcarskiej destylarni w Warszawie. Fot.: blog.czajkus.com/2013/09/14/
warszawska-destylarnia-szwajcarskiej-esencji-piolunkowej/
     Wspomnijmy jeszcze o inżynierze Teodorze Junod  Genewy, który przeprowadził się do Łodzi i tam założył pierwsze kino „Urania”. Teodor był ojcem aktora Eugeniusza Bodo.
     Wielu szwajcarskich emigrantów zostawało w Polsce na stałe, zakładali tam rodziny, inni stęsknieni wracali do alpejskich pejzaży. Potomkowie jednych i drugich żyją, tu i ówdzie znajdą się nawet rodzinne pamiątki z tamtych emigranckich czasów, skrzętnie przechowywane z pokolenia na pokolenie. Na przykład pocztówki od Marguerite z Neuchâtel, która w wieku dwudziestu kilku lat wyjechała do Galicji uczyć prywatnie polskie dzieci francuskiego i matematyki. Spędziła tam ponad 5 lat, z tamtych czasów pozostały dwie pocztówki, udostępnione tutaj dzięki jej prawnuczce. Małgorzata napisała:
Lwów, 19 października 1910.





















Kochany Wujku! Z okazji Twoich Urodzin przyjmij proszę, drogi Wujku, moje serdeczne i czułe życzenia. Buziaki dla Berty i uściski dla dzieci. Wasza oddana Marguerite. A co mówi André? Proszę, napiszcie mi, choć raz.”
Zakopane, 14 października 1914.
























Najukochańsi Wujku i Ciociu, jestem pewna, że ciocia Berta mówi: Oh, Marguerite już dawno o nas zapomniała! Czyż nie? Ale nie wierzcie w to. Myślę o Was bardzo często i o tym jak jest ładnie w Bor. Droga ciociu Berto, tak bardzo chciałabym teraz zjeść kawałek Twojego przepysznego ciasta. Już na samą myśl o tym cieknie mi ślinka. Tutaj już jest zima, chodzimy na sanki itd. Na pocztówce możecie zobaczyć, że tutaj jest bardzo ładnie, przepiękne góry! Ale to nie jest Szwajcaria! W Siarach było bardzo ładnie, ale tutaj czasami się nudzę przeokropnie. Tak jak powiadacie, cała ta wojna jest strasznie smutna. Do widzenia drogi wujku i droga ciociu, całuję Was mocno oraz czterech chłopaków, Wasza kochająca Marguerite.”

***

     Kurt Scheller, Markus Tellenbach, Lukas Beglinger, Fanny Vaucher, Christine Burkhard ... Que ce soit pour des raisons professionnelles ou privées, la liste des Suisses qui ont choisi de vivre en Pologne est longue. Ce n'est pas étonnant, il est bien connu que notre pays a toujours attiré les touristes. Et même les Helvètes pour mettre du beurre dans les épinards. 
Reklama szwajcarskiej cukierni w Krakowie,
lata międzywojenne.
Fot.: dawny-krakow.blogspot.ch/2009/01/
sodycz-krakowa-cz2.html
    Prenons par exemple Cracovie. La ville attirait déjà des commerçant, architectes, étudiants Suisses dans les temps des Jagellons. Parmi les plus célèbres étudiants figurent Valerius Anshelm, chroniqueur de Berne, et Heinrich Loriti, humaniste, poète et musicien du canton de Glaris. Certains Suisses s’engageaient comme mercenaires dans l'armée polonaise ou pour occuper des postes importants, en particulier pendant le règne du roi Auguste III de Saxe, comme Emeric de Vattel de Neuchâtel - diplomate, philosophe et avocat. À l'époque, les possibilités de développer ou de construire une carrière en Pologne n’étaient pas réservées seulement aux mercenaires, mais aussi aux médecins, astronomes, mathématiciens, bijoutiers, graveurs et professeurs privés. Au XVIIIe siècle, le secrétaire du roi Stanislas Poniatowski était Pierre Maurice Glayre, du canton de Vaud, qui même a été fait Chevalier de l'Ordre de Saint-Stanislas. 
     L'émigration des Suisses en Pologne s’est faite de diverses manières: dans le cadre de délégations officielles, par exemple pour des diplomates et des membres du clergé. Certaines personnes, en particulier des réfugiés religieux, se sont installées au début du XVIIIe siècle sur des terrains appartenant à la Prusse, décimée par la peste. Les raisons pouvaient aussi être purement économiques, surtout quand la pauvreté et la famine se sont fortement accentuées en Suisse. Beaucoup ont émigré vers les terres polonaises, la plupart étaient des agriculteurs, des artisans, des pâtissiers, des confiseurs, des fonctionnaires, des servantes ou des gouvernantes. 
Cukiernia P. Maurizio w Krakowie.
Fot.: www.audiovis.nac.gov.pl/obraz/84293/
     En ce qui concerne les confiseurs, leurs noms sont encore populaires malgré le temps passé. À Cracovie, les fondateurs comme Paris Maurizio et Gaudent Redolfi de Grisons. La capitale polonaise appréciait alors le café L'Ourse, fondé par le Suisse Laurent Lours de Grisons. Même le fondateur de la célèbre pâtisserie Blikle de Varsovie, Kazimierz Antoni Blikle, était le fils de Frédéric, un Suisse. À l'âge de l'adolescence, il était apprenti chez Casper Semadeni, également d'origine suisse, plus précisément des Grisons. Les cafés et la pâtisserie helvétiques ont survécu à la Première Guerre mondiale, et ont joué le rôle de salons culturels durant l’entre-deux guerres, où se retrouvait l'élite culturelle polonaise.
     Les pâtisseries suisses ont été populaires en Pologne, mais aussi l'absinthe helvétique - la première distillerie a été fondée à Varsovie en 1821 grâce à un certain Louis Vaucher de Neuchâtel. Et encore une pensée à l’ingénieur Théodore Junod de Genève, qui a émigré à Lodz où il a crée le premier cinèma Urania. Il était le père de l'acteur Eugeniusz Bodo.
     Beaucoup d'expatriés suisses ne sont jamais retournés dans leurs pays natal, après avoir fondé une famille en Pologne. Les descendants possèdent des objets de famille de l'époque des émigrés, soigneusement conservés de générations en générations. Par exemple des cartes postales de Marguerite de Neuchâtel: ayant une vingtaine d'années, elle est partie en Galice pour enseigner le français et les mathématiques aux enfants polonais comme gouvernante. Elle y a passé plus de cinq ans, et de cette époque restent deux cartes postales qu'elle a écrites (publiées ici en haut de la page, grâce à son arrière-petite fille).

wtorek, 9 czerwca 2015

O Polakach, którzy naznaczyli Szwajcarię* Ces Polonais qui ont marqué la Suisse

     Z wielką przyjemnością przekazjemy Państwu informację o najnowszej i bardzo ciekawej wystawie Fundacji AHP (Fundacja "Archivum Helveto-Polonicum" pt.: „Ci Polacy, którzy naznaczyli Szwajcarię”. Wernisaż wystawy już w ten piątek; ekspozycja potrwa do 30 września br.

CO: wernisaż wystawy „Ci Polacy, którzy naznaczyli Szwajcarię”
GDZIE: Fundacja Archivum Helveto-Polonicum, Grand-Places 16, 1700 Fryburg
KIEDY: 12 czerwca o godz. 18.00
ZA ILE: wstęp wolny
INFO: www.fondationahp.ch

***
     C'est avec grand plaisir que nous vous transmettons une information sur une nouvelle et très intéressante exposition de la Fondation "Archivum Helveto-Polonicum" intitulée "Ces Polonais qui ont marqué la Suisse". Le vernissage de l’exposition aura lieu ce vendredi. La présentation est disponible jusqu'au 30 septembre 2015.
INFO: www.fondationahp.ch

wtorek, 17 marca 2015

Szwajcarscy emigranci - cz. I* Les immigrés suisses - p. I

     Lucerne, Engelberg, Berne … można jeszcze tak wymieniać z tysiąc razy. Brzmią swojsko, ale nie znajdują się w Szwajcarii ani nawet w Europie. Tylko w Ameryce Północnej – są to miasta, wsie, ulice i inne miejsca założone przez Szwajcarów, którzy ponad 200 lat temu wyemigrowali do Stanów. Obecnie znajduje się tam ok. 5 tysięcy nazw, które brzmią tak samo jak te w Szwajcarii. 
New Glarus
Fot. 20min.ch
     Faktem jest, że Szwajcarzy przesiedlali się od dawien dawna, a przed XIX stuleciem głównie z powodów religijnych lub zaciągali się do wojska jako najemni żołnierze (służba w obcych armiach – poza gwardią w Watykanie – została zakazana w Szwajcarii dopiero przez konstytucję w 1848r.) Lata XIX wieku przyniosły w Szwajcarii biedę i głód, które stały się głównym motywem helweckiego exodusu. Warunki ekonomiczne w kraju były tak ciężkie, że wyjazd za granicę za chlebem dla wielu był jedynym i ostatecznym wyjściem.
     Sprawa wyglądała o tyle prościej, że gminy wspomagały finansowo te osoby, które zdecydowały się opuścić kraj w poszukiwaniu lepszego życia za oceanem. Kwota wręczana emigrantowi wynosiła 400.-CHF lub była równa 6-miesięcznej wypłacie przeciętnego robotnika. Każdy wysiedleniec musiał najpierw jednak podpisać deklarację, że nigdy nie wróci do Europy. W przeciwnym razie był zobowiązany zwrócić państwu kwotę z odsetkami: 4% za każdy rok, liczone od dnia wyjazdu. 
New Glarus Yodel Club, 1928, Wisconsin
Fot.: bad-postcards.tumblr.com/image/861579259
     Szwajcarzy najczęściej decydowali się szukać szczęścia w obu Amerykach i w Australii. Statystyki informują, że w 1880 r. kraj opuściło ponad 80 tysięcy Szwajcarów. Organizacją takiego wyjazdu zajmowały się wówczas biura podróży w Bazylei czy Bernie: podróż statkiem w trzeciej klasie z wybrzeży Normandii do kosztowała od 80 do 100.-CHF, wyżywienie na statku ok. 40.-CHF dziennie, transport ze Szwajcarii do Normandii ok. 60.-CHF, podróż trwała od 7 do 20 dni. Biorąc pod uwagę wszystkie wydatki, sytuacja wielu szwajcarskich emigrantów na obcej ziemi nie była łatwa – nie znali języka, często bez fachu i bez możliwości powrotu do kraju, a jeśli nawet – to raczej nikt tutaj na nich nie czekał. Tak przynajmniej było w pierwszych falach emigracji do Stanów; w drugiej połowie XIX wieku było już o wiele prościej. W założonym przez Amerykanów centrum przyjęć przybyszów z Europy, zwanym Ellis Island (dziś znajduje się tam muzeum), na obywateli szwajcarskich czekali przedstawiciele służący niezbędną pomocą.
Fot. brewpublic.com
     Dla większości jednak wizja ziemi obiecanej za oceanem, otrzymywanej za darmo, była jedyną, ale silną motywacją do przetrwania. Najwcześniej założonym przez Szwajcarów miastem na amerykańskich terenach najprawdopodobniej jest Vevay (1802 rok) w Ohio – osiedlili się tam emigranci z Vevey z myślą założenia winnic. Klimat i ziemia doskonale sprzyjały uprawie winorośli i tak oto Jean-Jacques Dufour z Vevey przetarł szlaki winiarskiego przemysłu w USA, a jego wino było podawane do obiadu prezydenta Thomasa Jeffersona. Na piamiątkę miasto corocznie obchodzi święto wina. 
     W 1845 roku przybyło do Kentucky 190 osób z kantonu Glarus, osiedlili się i założyli miasto New Glarus. Malowniczy, górzysty teren, który wybrali, nosi po dziś dzień nazwę małej Szwajcarii „Petite Suisse”. Dumne ze swojego dziedzictwa miasto pozostało wierne szwajcarskim tradycjom: ciągle można zjeść tam fondue albo rösti i wypić regionalne piwo. Każdego roku New Glarus także organizuje festiwale foklorystyczne jak Heidi Festival czy Wilhelm Tell Festiwal.
     Najwięcej Szwajcarów osiadło na zachodnich terenach USA, jak w Ohio, Wisconsin, Kentucky. Podobno wielu z tamtejszej fali emigracyjnej zostało Mormonami, ale to już inna historia.
    ***
     Lucerne, Engelberg, Berne... Nous pouvons encore compter mille fois. Les noms semblent familiers, mais ils ne sont pas en Suisse ni même en Europe, mais en Amérique du Nord où on peut trouver des villes, des villages, des rues fondés par des Suisses immigrés il y a plus de 200 ans. Actuellement il existe environ 5000 noms qui ont une consonance suisse. Voici un petit article sur les immigrés suisses à travers le monde - part 1. 
The Muensterberg Plaza and Clock Tower,
Berne, Indiana
Fot. facebook.com
     Les Suisses quittaient souvent leur pays, déjà avant le XIXème siècle, principalement pour des raisons religieuses ou comme mercenaires dans les armées étrangères. Mais c’est dans les années 1800 que le besoin d'immigrer à l'étranger par des raison purement économiques est apparu en Suisse. La faim et la pauvreté étaient si fortes que partir vivre à l'étranger était pour beaucoup la seule et dernière chance. La situation était si critique que les communes aidaient financièrement ceux qui décidaient de quitter le pays. 
     Les Suisses ont cherché une meilleure vie principalement dans les Amériques et en Australie. Une des premières villes fondées aux USA par les immigréssuisses de Vevey fut Vevay, en 1802, dans l'Ohio. Le nom de Jean-Jacques Dufour de Vevey y est connu, lui qui y a planté des vignes comme chez lui à Vevey,ce qui a entrainé les débuts de la culture du vin aux États-Unis. Son vin a même été servi au président Thomas Jefferson. Plus tard, 190 personnes du canton de Glaris se sont installées dans le Kentucky en y fondant la ville New Glarus. La région s’appelle aujourd'hui "Petite Suisse". Fière de son patrimoine, la ville est restée fidèle à la tradition suisse: elle brasse sa propre bière, on peut y manger la fondue ou des röstis. Chaque année, New Glarus organise également des festivals de folklore comme le Festival de Heidi, le Guillaume Tell Festival. La plupart des Suisses sont installés dans les régions de l'ouest des États-Unis, comme l'Ohio, le Wisconsin et le Kentucky. Apparemment, quelques-uns figuraient parmi les premiers Mormons, mais ceci est une autre histoire.



Fot. www.srf.ch
Fot. www.srf.ch