środa, 8 października 2014

... i że cię nie opuszczę aż do śmierci* ... jusqu'à ce que la mort nous sépare

Nagrobek Georges'a Golembiowski'ego
     Cmentarz w Pully, około 3 km od Lozanny. Przy głównej alei, obok pomnika słynnego szwajcarskiego generała Henri Guisan uwagę przykuwa grób z białego marmuru z polskim nazwiskiem.
     Wyryty w języku francuskim napis informuje: „Georges Golembiowski, 1907 – 1943. Wyznawał zasadę: nieść pomoc bliźniemu nie oczekując w zamian ani uznania, ani wynagrodzenia. Dołączyłem do tych, których kochałem”. Mogiła jest zadbana, znicze są często zapalane, upłynęło już ponad 70 lat. Pamięć w Szwajcarii o tajemniczym panu Gołembiowskim dodatkowo podtrzymuje nagroda ufundowana w 1945 roku przez jego matkę dla jednego z najbardziej renomowanych liceów w Lozannie - Gymnase de la Cité Lausanne. Prestiżowe wyróżnienie jest co roku przyznawane dla najlepszego ucznia z klasy maturalnej za najwyższą średnią ocen „bez względu na kolor skóry, narodowość czy religię”.
     Georges, lub Jerzy (jak kto woli) wywodził się z zamożnej rodziny. Ojciec Władysław był majętnym i wpływowym Polakiem, zaś matka Nina pochodziła z bogatej rodziny z Turkmenistanu, mieszkali w Yverdon-les-Bains (VD). Jerzy studiował na wydziale prawa uniwersytetu w Lozannie. Przystojny, inteligentny, zawrócił w głowie niejednej kobiecie, podobno nawet aktorce z samego Hollywood - Barbarze Hutton. Swoją prawdziwą i jedyną miłość poznał jednak w Warszawie - była nią Loda Halama, jedna z najsłynniejszych polskich tancerek dwudziestolecia międzywojennego, zwana polską Józefiną Baker. Urzekła go jej inteligencja, talent, żywiołowość, uroda, zaś oboje podzielali pasję do tańca i podróży. Poznali się dość prozaicznie - przedstawiła ich sobie siostra Lody. 
Loda Halama i Georges Golembiowski
http://nie-wierzcie-zegarom.blogspot.ch/2013/10/
     Ślub wzięli jesienią. Czasy wtedy smutne i strasznie niepewne, bo to było zaraz po wkroczeniu wojsk III Rzeszy do Warszawy. Georges Gołembiowski był drugim mężem Lody Halamy. Jej pierwsze małżeństwo z hrabią Dembińskim, zawarte bardziej w wyniku młodzieńczego zauroczenia trwało tylko dwa lata. Loda pozostała w dobrych stosunkach ze swoim pierwszym mężem na tyle, że został on świadkiem na jej ślubie z Jerzym. Zaraz po weselu wyjechali do Szwajcarii i choć mogli tu pozostać, szybko podjęli decyzję o powrocie do okupowanej Warszawy i od razu zaangażowali się w działalność konspiracyjną. 
     Loda pracowała w Radzie Głównej Opiekuńczej przy PCK, opiekowała się rannymi żołnierzami (m.in. tymi z obrony Westerplatte, którym brawurowo uratowała życie uniemożliwiając Niemcom wywiezienie ich do obozów). Zdobywała również zaopatrzenie dla osieroconych i biednych dzieci. Jerzy natomiast nabył hurtownię chemikaliów i wykorzystując swoje wpływy został informatorem AK. W 1940 roku na świat przyszedł Georges junior. Idylla małżeńska kwitła, ale nie doczekała końca wojny. Latem 1943 roku Golembiowski został postrzelony podczas napadu na jego firmę. Okoliczności zdarzenia pozostają do dziś niewyjaśnione. Pomoc przyszła na czas, ale mimo największych wysiłków, niewiele dało się już zrobić. Postrzał w głowę spowodował częściowy paraliż, Jerzy najpierw stracił mowę. Loda czuwała przy łóżku dzień i noc, ciesząc się jak dziecko z każdej oznaki życia męża. Kiedy się obudził po raz ostatni, miał siłę tylko pocałować rękę żony z obrączką. Pogrzeb odbył się w dniu imienin Lody. 
     Matka Georga zawsze miała żal do synowej, którą winiła za śmierć syna. Wprawdzie Loda po tragedii przez jakiś czas pozostała z synem w Szwajcarii, gdzie organizowała imprezy charytatywne dla PCK, to w końcu jednak wyjechała do Anglii. Powodem była opieka nad Jerzym juniorem. Teściowa starała się odizolować wnuka od matki.
     Loda wyszła za mąż jeszcze trzy razy – były to małżeństwa fikcyjne i bezdzietne, chodziło jej o pozyskanie pozwolenia na pobyt w Anglii i Stanach Zjednoczonych.
Od lewej: Loda Halama, jej wnuczka Melody, Marta Halama (matka Lody)
i Georges Golembiowski junior.
Fot. Stolica: warszawski tygodnik ilustrowany, nr 38, 1979, s. 9
***
     Au cimetière de Pully (près de Lausanne) nous pouvons trouver une tombe avec un nom polonais, celle de Georges Golembiowski. Un prix porte son nom. Celui-ci a été crée par sa maman, Madame Nina Golembiowski, en souvenir de son fils Georges, mort en 1943 à Varsovie. Il est destiné à récompenser „sans distinction de race, de nationalité ou de religion” un élève de classe terminale qui a obtenu une des meilleures moyennes générales. Ces informations nous ont servi à reconstituer brièvement l'histoire de ce fameux Monsieur et son amour pour Loda Halama - une des danseuses polonaises les plus connues, appelée „La Josephine Baker de Pologne”. 
     Quant à Georges, il étai issu d'une riche famille - son père était Polonais et sa mère venait de Turkménistan. Loda et Georges - leur amour passionnant et unique est brisé par la mort de Georges, tué à Varsovie pendant la Deuxième Guerre mondiale. Ils ont eu un enfant - Georges junior.
Źródło/source: nie-wierzcie-zegarom.blogspot.ch/2013/10/loda-halama.html
„Stolica: warszawski tygodnik ilustrowany”, nr 38, 1979, s. 9.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz